Jej przełomowa rola Jagny w filmie Chopi dwa lata później doprowadziła ją do sławy. Odnalazła miłość, a na początku lat 70. urodziła się jej pierwsza córka Weronika. Drugie małżeństwo również zakończyło się rozwodem, niestety. Emilia Krakowska, samotna matka, wychowała córkę w 1975 roku. Dzień dobry Pani. Wpadłam na Pani blog przez przypadek, szukam wsparcia, pomocy odrobinę nadziei, ze moje życie jeszcze się zmieni, że będzie lepsze. Trudne miałam ostatnie lata i chciałabym wiedzieć, czy wyprostuję swoje zagmatwane życie i ułożę je na nowo z mężczyzną którego bardzo Na stronie gminy warto sprawdzić, czy istnieją dopłaty do miejsc w żłobkach prywatnych (np. w Warszawie żłobki publiczne są darmowe). W niektórych miastach rodzice, którzy zrezygnują z ubiegania się o miejsce w publicznej placówce, mogą liczyć na bon żłobkowy w wysokości 400 zł w ramach programu Maluch Plus. Kredyt hipoteczny na jednego z małżonków. Czy jest możliwy i opłacalny? O kredyt na jedną osobę w małżeństwie warto się ubiegać przede wszystkim w sytuacji, gdy drugi małżonek nie ma żadnych dochodów lub ma negatywną historię kredytową w BIK. Wówczas jego przystąpienie do wniosku kredytowego znacząco obniży bowiem szanse . Samotnych matek w Polsce przybywa. Powody są różne – rozwody, przypadek, czasem świadoma decyzja, by dziecko wychowywać w pojedynkę. Statystyki mówią, że nawet co czwarte dziecko wychowuje się w rodzinie niepełnej, zazwyczaj mieszka z mamą. Różne są historie kobiet i różna jest ich sytuacja zawodowa oraz finansowa. Badania pokazują, że większość samotnych matek to kobiety w wieku 27-45 lat – w wieku, kiedy mogłyby pracować, rozwijać się i wykorzystywać szansę na budowanie lepszej przyszłości dla siebie i dzieci. Dla wielu samotne macierzyństwo to jednak walka o byt, zawodowa próżnia i bezsilność – bez wsparcia rodziny, nie decydują się na ryzykowne posunięcia. – Dlatego tak ważne jest pokazywanie przykładów kobiet, którym się udało – mówi Urszula Wiśniewska, samodzielna mama nastoletniej córki, założycielka Independent Economic Experts’ Institute i specjalistka w zakresie bankowości. O tym, czym był dla niej rozwód, przed jakimi wyzwaniami stanęła, jak wesprzeć inne samotne matki, jak godzi realizowanie kolejnych projektów z wychowaniem dorastającej córki, czego stara się ją nauczyć i jaki jest koszt samotnego macierzyństwa opowiada Dagny Kurdwanowskiej. Jakiś czas temu napisałaś do nas, proponując podjęcie tematu samotnych matek, które osiągają sukces zawodowy i wyzwań, przed którymi stają. Jesteś jedną z nich. Początkowo trochę obawiałam się, że rozmowa sprowadzi się do narzekania o tym, jak jest ciężko. Tymczasem na naszym pierwszym spotkaniu zobaczyłam kobietę sukcesu, która wie, czego chce i nie zamierza narzekać. Samodzielnie wychowujesz nastoletnią córkę, rozwijasz właśnie nowy projekt, Akademię Start&Up, którą tworzysz z myślą o wsparciu przedsiębiorców. Jak byś określiła punkt, w którym teraz się znajdujesz? Jestem kobietą spełnioną. Żyję realizując swoje pasje. Mam dużą satysfakcję z tego, co robię. Czuję, że warto było poświęcić ten czas, energię i emocje, żeby dojść tu, gdzie jestem. Zaczynam wykorzystywać to wszystko, co zainwestowałam w swój rozwój osobisty i zawodowy. Kilka lat temu byłaś w zupełnie innym miejscu – na życiowym zakręcie. Kilka lat temu moje życie było ustabilizowane – mąż, kilkuletnia córka, dobra praca. Ale coś nie grało. W końcu podjęliśmy z mężem trudną decyzję o rozwodzie. Niektórzy uważają, że rozwód to porażka. Mnie zmobilizował do działania – potraktowałam go jako szansę. Na co? Rozwód i szansa – brzmi przewrotnie. Na rozwój. W małżeństwie były rzeczy, z których świadomie zrezygnowałam, bo uznałam, że rodzina jest priorytetem. Kiedy rozpadło się moje małżeństwo miałam do wyboru – zostać w swoim mieście, gdzie miałam poczucie bezpieczeństwa, pracę, rodziców, którzy pomogliby mi w opiece nad dzieckiem albo spakować wszystko i przenieść się do Warszawy, do której mnie ciągnęło od dawna i gdzie czekały na mnie nowe szanse i wyzwania. Nie było strachu – jak ja sobie poradzę sama, z małym dzieckiem? Były chwile, że miałam ochotę schować się pod kołdrę. Rozwód to ogromne emocje, nieraz pojawiają się łzy, które przełyka się w kącie po cichu. Zadawałam sobie pytanie – i po co ci to było? Ale stało się tak, jak się stało. Uznałam, że nie ma sensu rozpaczać. Zamiast tego wolę wyznaczać sobie cel i konsekwentnie go realizować. Wtedy celem stała się Warszawa. Samotna matka w wielkim mieście – jak wyglądały początki? Cała przeprowadzka trwała kilka miesięcy. Wiele okoliczności mi sprzyjało. Moja córka akurat szła do tzw. „zerówki”, co ułatwiało znalezienie szkoły. Zawodowo udało mi się przenieść w ramach tej samej firmy. Nie było tak źle. Dużo się działo. Zaczęłam robić studia Executive MBA. Postanowiłam podnieść sobie poprzeczkę i studiowałam po angielsku. Lubisz stawiać sobie ambitne cele? Niektórzy mówią, że jestem przesadnie ambitna, ale dla mnie ta ambicja była zawsze źródłem ogromnej motywacji. Także do tego, żeby zmieniać swoje życie. Nigdy nie miałam ambicji, żeby być najlepszą, żeby zbierać awanse. Moje ambicje zawsze skupiały się na tym, żeby się rozwijać. Decydując się na wyjazd do Warszawy, chciałam dać sobie szansę na realizację swoich zamierzeń. Mam świadomość, że była to odważna decyzja. Zwłaszcza, że była kilkuletnia córka, której też zmieniało się całe życie. Moja córka jest dla mnie całym światem. Od początku, kiedy się urodziła i kiedy musiałam o nią walczyć, bo była wcześniakiem. Ale ja jestem konsekwentna i uparta. Wiedziałam, że to, co robię, robię nie tylko dla siebie, ale także po to, żeby moja córka miała lepszą przyszłość. Zawsze jej powtarzam, że ten wysiłek jest potrzebny, żeby nam się lepiej żyło. Nie w sensie materialnym, ale w sensie możliwości realizacji siebie, realizacji swoich marzeń. To prawdziwy sens tego, co robię. Przeczytaj także: Ponad 42% prywatnych przedsiębiorców na działania prorodzinne nie przeznacza ani złotówki A jak ona to widziała? Jestem pracującą mamą. Wiem, że nie było jej z tym łatwo. Były takie momenty, kiedy popłakiwała w poduszkę, gdy późno wracałam. Miała na mnie różne sposoby, na przykład nie chciała odrobić lekcji, póki nie wróciłam z pracy. Mnie z kolei było ciężko, gdy zdałam sobie sprawę, że czasami najbliższą jej osobą była niania, z którą siedziała popołudniami. Przez cały czas uczyłam się jej, jej potrzeb, słuchałam tego, co mówi i starałam się być świadomą mamą. Kiedy sobie nie radziłam, prosiłam o radę psychologa, żeby pomóc jej z trudnymi emocjami, które pojawiły się w związku z rozwodem, z przeprowadzką, z nowym otoczeniem. Od początku postawiłam na szczere rozmowy. Nigdy niczym jej nie zaskakiwałam, zawsze jej tłumaczyłam, co się dzieje, co się wydarzy. Dziś jest już nastolatką i jesteśmy w bliskich relacjach. Staram się być dla niej wzorcem, a jednocześnie nie traktować jej jak dziecka. Często popełniamy błąd uznając, że nasze dziecko to tylko dziecko. Nieprawda. To mały człowiek, który też ma emocje i rozumie więcej niż nam się wydaje. Dlatego te rozmowy były tak ważne. Nie miałaś wyrzutów sumienia? Poczucie winy i wątpliwości, czy dość czasu poświęcamy własnemu dziecko to coś, co zabija samotne matki. Pojawiają się też wokół nas osoby, które będą nam przypominać, że jesteśmy „wyrodne”, bo siedzimy w pracy, a dziecko czeka w domu. Dylematy pojawiają się każdego dnia i musimy sobie z nimi poradzić. Jak Ty sobie z nimi radzisz? Wychodzę z założenia, że wszystko, co robię, robię po to, żebym była szczęśliwsza i żeby moja córka była szczęśliwsza. Tak ułożyło się moje życie. Nie ma sensu się umartwiać, narzekać i płakać nad sobą. Lepiej się realizować i skupić na budowaniu relacji z dzieckiem, bo to jest najważniejsze. Zdarzyło się, że miałam wykłady w Gdańsku dwa dni pod rząd. Pojechałam rano i wieczorem wróciłam. Przenocowałam w domu, a następnego dnia rano znów ruszyłam w trasę. I nie myślałam – „Och, jak ja się poświęcam”. Myślałam – „Moja córka mnie potrzebuje”. Dla mnie ważne jest to, że wstaję rano, patrzę w lustro i myślę – Jestem spełniona. Widzę jak to procentuje – w relacjach zawodowych, w relacjach z moją córką. Takie podejście wyniosłaś z domu czy uczyłaś się go „po drodze”? Pochodzę z rodziny, w której mama poświęciła się naszej rodzinie. Stworzyła fantastyczny, ciepły dom. Podziwiam ją za to, co zrobiła, ale ja byłam inna. Jestem bardzo niezależną i samodzielną osobą i chyba to zdecydowało, że chciałam żyć inaczej. Jestem samotną mamą pracującą, czasami ktoś pomaga mi w opiece nad dzieckiem, sprząta dom i prasuje, ale moja córka nigdy nie jadła obiadów w szkole. Zawsze przygotowywałam jej obiady sama. Nawet jeśli kosztem była nieprzespana noc. Myślę, że jest to kwestia priorytetów i umiejętności zorganizowania sobie życia. To, co mi bardzo pomogło, żeby ułożyć sobie to samodzielne życie z córką to moja samodyscyplina. I nie chodzi o to, że nie potrafię sobie czasem odpuścić. Są momenty, kiedy poleżę przed telewizorem i obejrzę dobry film, uwielbiam jogę, kino i dobrą sztukę w teatrze. Z przyjemnością spotkam się ze znajomymi. Ale na co dzień wiem, że jeśli chcę realizować się zawodowo i być mamą dla mojej córki muszę być konsekwentna, dobrze zorganizowana i zdyscyplinowana. Mój dzień jest dokładnie zaplanowany – to, o której wstaję, kiedy wychodzę z domu, co robię, kiedy odbieram córkę ze szkoły lub z dodatkowych zajęć. Nie jest ci z tym czasem ciężko? Czasem myślę sobie, o ile byłoby mi łatwiej, gdybym miała partnera, który by mnie wsparł w tym wszystkim, z pewnych rzeczy odciążył, a przede wszystkim był moim przyjacielem. Ale skoro tak się ułożyło moje życie, to trzeba sobie z tym poradzić najlepiej jak się da. Poza tym nauczyłam się prosić o pomoc innych, na przykład kiedy coś mi wypada i trzeba odebrać moją córkę z zajęć. Często mamy obawy, że ktoś odmówi, że nie powinniśmy innym zawracać głowy swoimi sprawami. A ja z doświadczenia wiem, że jest inaczej. Większość osób mówi „Fajnie, że dzwonisz i że możemy pomóc”. Mam wokół siebie wielu fantastycznych ludzi, którzy wiele wnoszą w moje życie. Ja też staram się wiele z siebie dawać w tych relacjach. Uwielbiam ludzi mądrzejszych od siebie. Kiedy zaczynałam swoją drogę i czułam się jeszcze zakompleksioną młodą dziewczyną, pomyślałam, że jeśli chcę to zmienić, muszę otaczać się ludźmi, od których mogę się uczyć. Kiedyś moja nauczycielka wpisała mi do pamiętnika słowa, które stały się moim życiowym motto: „Żyj tak, aby ślady twoich stóp przeżyły ciebie”. Staram się zostawiać coś z siebie także w innych ludziach. Wróćmy do wyzwań zawodowych, które stoją przed samotną matką. Teraz, podobnie jak wiele innych mam w Polsce rozwijasz swoją firmę. Wcześniej pracowałaś w korporacjach. Czy firma wspierała cię w godzeniu ról – mamy i pracownika? Nie. A zabiegałaś kiedykolwiek o to? W firmie wiedziano, że byłam samotną mamą. Nie ukrywałam się z tym. Ale też starałam się tego nie wykorzystywać. Tak wszystko organizowałam, żeby moi współpracownicy i szefowie tego nie odczuwali. Prawda jest taka, że odbywało się to czasem kosztem mojego dziecka i miałam z tym bardzo duży problem. Uparłam się, żeby to wszystko pogodzić. Dziś widzę, że może za bardzo, że nic by się nie stało, gdybym czasem wzięła więcej wolnego. Zauważyłam, że my-kobiety często się krygujemy z tym, że jesteśmy mamami. Tak jakbyśmy się bały, że jeśli sobie trochę odpuścimy, to przełożeni stracą do nas zaufanie i nie pozwolą nam się już więcej realizować. Statystyki pokazują, że dla wielu kobiet to samodzielne macierzyństwo jest bardzo trudne – ledwo wiążą koniec z końcem, wiele z nich nie może znaleźć pracy, byli mężowie zalegają z alimentami. To duży problem. Przede wszystkim samotne kobiety mają przed sobą wyzwanie ekonomiczne – musimy zarobić za dwie osoby. Musimy utrzymać dom, dzieci. Nie mamy siatki bezpieczeństwa, kiedy tracimy pracę lub zaczynamy gorzej zarabiać. Wiele z nas nie ma luksusu, żeby powiedzieć – ta praca mi się nie podoba, więc rzucam ją i biorę pracę gorzej płatną, w której będę realizować swoje pasje. W organizację naszego życia, w obowiązki wkładamy dwa razy więcej wysiłku, bo musimy z tym wszystkim poradzić sobie same. To, że wiele kobiet nie radzi sobie w tej sytuacji jest zrozumiałe. Wiele z nas nie wie, co może zrobić. Zamykamy się więc w swoim świecie i boimy się wyjść, by sięgnąć po więcej. Bardzo ważne jest więc uświadomienie tym kobietom, że są fantastycznymi, utalentowanymi osobami, w których drzemie ogromna siła. Już sam fakt, że samodzielnie radzą sobie z wychowaniem dzieci pokazuje, jaki w nich drzemie potencjał. Wielu pracodawców niechętnie go dostrzega. Dla nich samotna matka to tylko kłopoty. Obawiają się, że nie weźmie na siebie odpowiedzialnych zadań, co chwila będzie chodziła na zwolnienia. Są niestety kobiety, które samotne macierzyństwo wykorzystują, żeby mieć w pracy taryfę ulgową. Ale wiele samotnych matek jest świetnymi pracownikami, bo są lepiej zorganizowane i bardziej efektywne, właśnie przez to, że muszą pogodzić więcej obowiązków. Pracując kilkanaście lat w bankowości i w korporacjach, starałam się zawsze wnosić coś ekstra. I nie chodziło o to, że musiałam komuś coś udowadniać, ale o to, by realizować swój potencjał. Moje doświadczenie mówi, że kiedy dajemy z siebie dużo, to procentuje i czasem nawet ten groźny szef okazuje się tolerancyjną i elastyczną osobą. Nie zamykajmy się i nie zakładajmy, że coś jest niemożliwe. Niektórym kobietom brakuje odwagi. Czują się zagubione, niepewne. Boją się ryzyka, bo są same z dziećmi i to je paraliżuje. Życie nauczyło mnie, że jeśli nie wyjdziemy do świata i nie powiemy, że szukamy swojej szansy, to świat nie wpadnie na to, żeby nam ją dać. Dziś podejście „Siedź w kącie, a znajdą cię” już nie działa. Trzeba wyjść do ludzi, powiedzieć – „Chcę się zmienić, chcę zmienić swoje życie, pomóż mi”, żeby dostać możliwości. Myślę, że najważniejsza jest umiejętność świadomego kształtowania swojego życia. To najdłuższa i najtrudniejsza praca, bo wiele z tych barier jest w naszych głowach. Każdego z nas spotykają w życiu momenty (rozwód, choroba, śmierć bliskiej osoby, utrata pracy), kiedy – mamy wrażenie – że świat nam się zawalił. Pojawia się myśl – jak sobie z tym wszystkim poradzę? A później zaczynamy żyć i okazuje się, że ze wszystkim sobie świetnie radzimy. Dlatego tak ważne jest, żeby kobiety, którym się udało mówiły o tym głośno. Pokazały innym kobietom, że jest to możliwe. Tak, to jest trudne, ale życie mamy jedno. Warto pomyśleć o swoich marzeniach i o tym, że tylko my możemy je dla siebie zrealizować. Nikomu nie służy, kiedy wiecznie zestresowana matka biegnie, bo musi odebrać dziecko, choć powinna jeszcze zrobić tysiąc innych rzeczy. Jeśli to zmieniamy i pokazujemy, że radzimy sobie, że jesteśmy świadome siebie i gotowe na wyzwania, to świat zaczyna nas zupełnie inaczej postrzegać. Kiedy my same dajemy sobie szansę, inni też chcą nam ją dawać. Tego uczysz swoją córkę? Uczę ją podejmowania wyzwań, decyzji, tego, że warto podjąć wysiłek, żeby osiągnąć swój cel. Jest nastolatką, więc czasem zdarza jej się, że nie ma ochoty iść na zajęcia dodatkowe, bo woli spotkać się z przyjaciółkami. Staram się jej więc pokazać, że obie te sfery są ważne, a jedna nie powinna cierpieć kosztem drugiej. Dlatego uczę ją planowania – tak, żeby znaleźć czas i na pracę, i na przyjaciół. Widzę, że to działa. Niedawno musiałyśmy podjąć decyzję o wyborze gimnazjum. Wybrała takie, gdzie poziom jest wyższy, choć trudniej się do niego dostać. I udało się – już wiemy, że dostała się do jednego z najlepszych gimnazjów. Ja z kolei staram się ją wspierać i dawać jej różne możliwości poznania swoich pasji. Pokazuję jej, że zawsze warto realizować siebie i swoje marzenia. I, że nie zawsze prosta droga jest dla nas najlepsza. Czasem musimy z czegoś zrezygnować, żeby w zamian coś dostać. Zdarza ci się czasem zrobić coś tylko dla siebie? To jeden z problemów samotnych matek – my ciągle uważamy, że nie mamy czasu, że wszystko jest ważniejsze, tylko nie my. A od tego powinnyśmy właśnie zacząć – od zadbania o siebie. Zdarza mi się wyjeżdżać bez córki na weekend lub krótki urlop. Ale zawsze wszystko jej tłumaczę – dlaczego tak robię, dlaczego tak się dzieje. Bywało, że podczas takich wyjazdów brakowało mi jej. Kiedy wracałam mówiłam jej po prostu – byłam w fantastycznym miejscu, do którego chciałabym cię zabrać. Teraz ja pokażę ci świat. I pokazuję. Obie uwielbiamy podróżować. *** Gościem wywiadu była Urszula Wiśniewska. Założycielka i Partner Zarządzający Independent Economic Experts’ Institute, w ramach którego organizowana jest Akademia Start & Up – ogólnopolski projekt edukacyjny skierowany do mikro, małych oraz średnich przedsiębiorstw, a także dla przyszłych przedsiębiorców z pomysłem na biznes. Posiada kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe w zarządzaniu w różnych obszarach na różnych poziomach bankowości. Zajmowała się zagadnieniami ładu korporacyjnego w bankowości. Tworzyła oraz realizowała projekty edukacyjne łączące naukę z biznesem. Dodatkowo tworzy nowe kierunki rozwoju kadry bankowej na ogólnopolskich uczelniach, prowadzi wykłady z finansów, bankowości i zarządzania, uczestniczy w konferencjach, wydaje publikacje naukowe. Pracowała w dużych korporacjach międzynarodowych należących do jednych z największych grup finansowych na świecie ( Pekao Bank Zachodni WBK współpracowała z Komisją Nadzoru Finansowego oraz Związkiem Banków tytuł doktora nauk ekonomicznych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie – specjalizacja bankowość. Ukończyła studia Executive MBA w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej. Pracuje nad habilitacją dotyczącą modelu zarządzania bankiem. Haley DePass ma 24 lata i samotnie wychowuje synka. Ta młoda mama próbuje pokazać innym mamom, że samotne macierzyństwo, chociaż jest trudne, nie jest gorsze od wychowywania dziecka razem z jego tatą. Przeczytajcie wpis, który opublikowała Haley. Zgadzacie się z nią?Bycie samotną mamą nie oznacza, że mój syn coś traci, bo nie ma z nami jego taty. Myślę, że większość samotnych mam zna to spojrzenie, kiedy mówią, że nie są już w związku z ojcem dziecka. Jako samotna mama, spojrzenie "oj, jesteś taka biedna" dostaję za każdy razem, kiedy mówię, że ojciec mojego syna nie jest już zaangażowany w nasze życie. Szczerze mówiąc, kiedy poznaję kogoś nowego, wyjaśnienie tej sytuacji jest czymś, czego się potwornie boję. Zazwyczaj pojawia się wtedy pytanie "Cóż, a czy on w ogóle angażuje się w życie dziecka". Nienawidzę tego pytania szczególnie dlatego, że kiedy mówię o naszej sytuacji – że ojciec mojego syna właściwie w ogóle nie tego nie robi – ludzie odpowiadają "przynajmniej ma twojego tatę i twoich braci, będzie miał porządne męskie wzorce". Nie zaprzeczam, mój tata i moi bracia będą wspaniałymi męskimi wzorcami dla mojego syna (już są), ale chcę zaznaczyć, że inni nie mają prawa decydować o obecności mężczyzny w życiu mojego syna. Z jakichś powodów, społeczeństwo przypomina mi na każdym kroku, że moim obowiązkiem, jako samotnej matki, jest wprowadzić do życia mojego syna silną męską osobowość, skoro jego ojciec nią nie jest. Przepraszam, ale chrzanić to! Kto powiedział, że ja nie mogę nauczyć mojego syna, co to znaczy "być prawdziwym mężczyzną"? Kto powiedział, że mój syn musi dorastać w tym bzdurnym przekonaniu? Mam wrażenie, że nasze społeczeństwo ma coś nie tak z głową. Uważa, że przez to, że jestem kobietą, nie mogą nauczyć mojego syna, co to znaczy być mężczyzną. Czyżby się bali, że jako kobieta, nie nauczę mojego dziecka tłumienia uczuć? Że nie nauczę go, w jaki sposób radzić sobie z agresją, w końcu jestem tylko słabą kobietą? Niezależnie od tego, co nasze społeczeństwo myśli lub czego nie myśli, chcę, żeby mój syn wiedział, że jego mama, choć nie ma penisa, nauczy go jak być dobrym, serdecznym i opiekuńczym człowiekiem. (...) Nie wiem, dlaczego w naszej kulturze moje umiejętności wychowawcze kończą się na karmieniu i uspokajaniu mojego dziecka, nauce prania i pokazywaniu, jak zrobić jajecznicę. Nie chcę, aby mój syn dorastał w środowisku, gdzie kobiety odpowiedzialne są wyłącznie za sprzątanie, gotowanie i odbieranie ze szkoły. Przekonanie, że mnie i mojemu synkowi czegoś brakuje, bo nie ma w naszym życiu mężczyzny, sprawia, że jako matka i jako kobieta powinnam czuć się niekompletna i nie dość dobra. Jest inaczej: jestem wszystkim po trochu, jestem tak samo mądra, tak samo opiekuńcza, silna, bystra, w ten sam sposób nauczę go obsługiwania skrzyni biegów i ścielenia łóżka. Mogę nauczyć go wartości zdrowej rywalizacji, ale mogę go też przytulać i pocieszać, kiedy coś będzie go boleć. Kiedy o nim myślę, nie mam wątpliwości, że on i ja możemy zmienić normy społeczne i przekonania, że mężczyzna musi być "twardy" i "wycofany". Chcę nauczyć synka, że może wyrażać uczucia, jeśli czuje się pewnie w swoim otoczeniu, a kiedy to robi, nie staje się mniej męski. Wreszcie, nigdy nie czułam, że wychowywanie mojego syna w pojedynkę uniemożliwi mu bycie dobrym, czułym człowiekiem. Jest mnóstwo przykładów wspaniałych ludzi wychowywanych przez jednego rodzica, np. prezydent Barack Obama czy aktorka i reżyserka Jodie Foster. Są nawet badania, że synowie samotnych mam mają większe szanse, żeby odnieść sukces. Ja osobiście wierzę, że bycie przy moim synku i dawanie mu przykładu jest najlepszym sposobem, żeby wychować szczęśliwe dziecko, które poradzi sobie w życiu. (...) Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc mojemu dziecku odnaleźć się w świecie, ale nigdy nie zrobię tego przez ograniczenie się do definicji "mamy", jaką narzuca mi społeczeństwo. Witam! Pisze Pani, że czuje się niepotrzebna innym, ale ma Pani znajomych i przyjaciół. Oni Pani potrzebują. Dla swojego otoczenia jest Pani bardzo ważną osobą. Każdy z nas jest członkiem społeczeństwa i jest tak samo ważny. Nie ma tu znaczenia, czy jest się bogatym, czy ma się rodzinę albo wpływy. Samotność jest bardzo trudnym stanem i ciężko jest patrzeć na szczęście innych. Jednak związek lub mężczyzna nie jest miarą wartości kobiety. Musi Pani zrozumieć, że jest Pani bardzo wartościową osobą i jest Pani bardzo ważna. Z miłością różnie bywa - jedni trafiają na swoją połówkę jeszcze w podstwówce, inni całe życie szukają; są tacy, co przed miłością uciekają i tacy, którzy na nią oczekują. Myślę, że powinna Pani przede wszystkim uwierzyć w siebie i postarać się aktywnie poszukać partnera. Jest Pani w wieku, kiedy może Pani bez problemów założyć związek i cieszyć się nim długie lata. Warto, żeby postarała się Pani poszukać partnera na portalach randkowych, w miejscach spotkań, czy przez biuro matrymonialne. Nie można powiedzieć, że wszystkie osoby korzystające z takiej pomocy są bezwartościowe lub mają znaczne wady. Często są to osoby takie jak Pani - szukające szczęścia u boku ukochanej osoby. Może Pani spróbować w ten sposób poszukać. Nigdy nie wiadomo, kiedy miłość i szczęście zapukają do Pani drzwi. Pozdrawiam Polub i udostępnij: 0 20Samotna mama (W Polsce jest już blisko dwa miliony) często nawet nie dopuszcza do siebie myśli o nowym partnerze. Zaabsorbowana swoją pociechą, poświęca jej cały swój czas, jakby chcąc wynagrodzić brak drugiego rodzica. Do tego opieka nad domem i panowanie nad całą sytuacją i satysfakcjonującą go organizacją życia we dwoje. Samotna matka zmaga się z dużym obciążeniem fizycznym i psychicznym. Spoczywa przecież na niej ogromna odpowiedzialność! Musi codziennie podołać wielu obowiązkom, zapewnić przetrwanie sobie i troskliwą opiekę swojemu dziecku. W międzyczasie próbuje znaleźć czas dla siebie. Kiedy samotna mama dojrzeje do decyzji o tym, że chciałaby się z kimś związać, spotyka się często z problemem powszechnego przekonania, że dziecko stanowi przeszkodę w budowaniu nowego związku. Nic bardziej mylnego. Posiadanie dziecka niewątpliwie utrudnia swobodne poszukiwanie partnera, jednak nie czyni jej to mniej atrakcyjną. Wręcz przeciwnie. Samotne matki postrzegane są jako dojrzałe emocjonalnie partnerki, kochające i odpowiedzialne, wzbogacone doświadczeniami z poprzedniego związku. W ostatnich latach obraz samotnej mamy zmienił jednak nieco swoje oblicze. Obok tej, która została sama z przymusu, pojawił się nowy model – samotna mama z wyboru. Jest zwykle niezależna, pewna siebie, dobrze wykształcona i bardzo często wysoko usytuowana. Ma jasny plan dotyczący swojego rodzicielstwa, dziecko pragnie wychowywać samodzielnie i bez ingerencji drugiego rodzica. Często od samego początku radzi sobie sama, wykazuje się więc całkowitą samodzielnością w działaniu i podejmowaniu decyzji. Szybko reaguje na pojawiające się kłopoty, działa zdecydowanie i stanowczo nawet wtedy, gdy nie bardzo wie, co zrobić. Są mamy, którym samotność nie przeszkadza, doskonale radzą sobie z trudnościami samotnego macierzyństwa i wystarcza im miłość rodzicielska. Jednak większość samotnych matek chciałyby mieć u swego boku kogoś bliskiego. Kogoś,kto zapewni im poczucie bezpieczeństwa. Znudziły im się kolory samotności – do której często się nie przyznają. Szukają świadomego i odpowiedzialnego faceta na dobre i złe, który będzie wsparciem w tej trudnej drodze. Nie ulega wątpliwości, że samotne rodzicielstwo to zagadnienie ważne społecznie. Rodzic bez pary ma przed sobą nie lada wyzwanie, któremu dzielnie stawia czoła. Truda sytuacja, którą wybrał sam, bądź którą musiał zaakceptować nie umniejsza wcale jego szans na znalezienie miłości. 2015-02-05

czy samotna matka ma szanse na miłość